 |
Ułożenie sobie stosunków z adoptowanym psem
nie zawsze jest proste. Często są to zwierzęta, które mają
duży bagaż doświadczeń i wyrobione rozmaite nawyki. To nie
jest ich wina i nie wolno ich za to karać. Te nawyki
prawdopodobnie pozwalały im przeżyć.
Psy bardzo łatwo adaptują się do różnych
warunków, jeśli więc pies przebywał długo w schronisku to
przyzwyczaił się do swego bytu i traktował schronisko jak dom
a współmieszkańców jak swoje stado. Nowe miejsce i nowe stado,
to kolejny stres. Inne odgłosy, zapachy, zwyczaje... To nie
jest proste dla psa. Najlepszą rzeczą jaka możemy mu wtedy dać
to czas i życzliwość. Czas, czas, bardzo dużo czasu. Pozwólmy
mu się przyzwyczaić, poznać, zrozumieć. Dajmy mu czas, aby
nabrał zaufania. Mojej adoptowanej ze schroniska suce "po
przejściach" zajęło to prawie dwa lata...
Zanim weźmiesz psa ze schroniska zastanów się
czy masz na to ochotę... Trudno zrobić psu większą krzywdę niż
go porzucić. Jeśli nie czujesz się na siłach, nie bierz psa ze
schroniska. Najlepiej w ogóle nie bierz psa, bo pies to żywa
istota, która czuje i przeżywa. Nie wolno myśleć, że pies
odczuwa wdzięczność ponieważ go zabraliśmy ze strasznego
miejsca i w związku z tym będzie spełniał wszystkie nasze
oczekiwania. Na prawidłowe zachowania musimy zapracować. Ucząc
psa bardzo powoli naszego życia.
Pies brudzi, kradnie jedzenie, zjada kocie
kupy, uwielbia tarzać się w śmierdzących znaleziskach, gania
koty, wnosi błoto do mieszkania, musi wychodzić na spacery i
robi kupę w najmniej odpowiednim miejscu, miewa biegunkę i
wtedy o spokojnej nocy nie masz co marzyć, zjada znalezione na
spacerach smakołyki i wymiotuje na kanapę, wymiotuje w
samochodzie, czy już wystarczy?
Ale nic nie zastąpi codziennych powitań,
wspaniałego spojrzenia oddanych psich oczu i ciepłego dotyku
jęzora na dłoni, kiedy już zaufa...
[powrót] |
 |