jesteś w dziale: Kronika

 
     
 

menu

.:

aktualności

.:

grupa PSIAKOŚĆ

.:

kronika naszych akcji

.:

napisali o nas

.:

podziękowania

 

poradniki

.:

sterylizacja

.:

dla Adoptujących

.:

opieka nad kotem

.:

opieka nad psem

 


ostatnia aktualizacja:

czwartek
01 lipca 2004

 

Zazula (co miała oko jak gula)

Zazula to swojska koteczka. Pojawiła się pewnego dnia w ogromnej hali produkcyjnej przy ulicy na dalekim Targówku. Wokół krajobraz jak z kosmosu, ogromne budynki, puste pola, żadnych zabudowań mieszkalnych ...i ta koteczka. Nie pomogły ogłoszenia w gazecie i na pobliskim przystanku autobusowym. Stało się jasne – Zazuli nikt nie szukał.

Pracownicy hali byli raczej obojętni. Dobrze, że chociaż ją tolerowali. Niektórzy przynosili jej jedzenie i czasem pogłaskali. I tak została.

Ale spokój nie trwał długo. Pewnego dnia zadzwoniła do nas Pani Krystyna, pracowniczka hali prosząc o pomoc. Kici coś się stało, przyszła z okropną rana w miejscu prawego oka, jakby prosząc o pomoc. A tu ani środków na jej leczenie nie ma, ani warunków, aby ją przewieźć. Nie wiadomo gdzie ją wieźć, bo jest sobota rano.

I tak Zazula trafiła do przychodni pana Kurskiego w Al. Niepodłegłości. Lekarz okulista na jej widok tylko jęknął i zabrał się z mycie miejsca, gdzie powinno być oko. Ścieżka zaschniętej krwi prowadziła aż na sama bródkę. Na szczęście okazało się, że oko jest, ale nie był to widok przyjemny – ogromne, spuchnięte, w krwawych skrzepach nie rokowało dobrze.

Zazula dostała środki uśmierzające ból i postanowiliśmy poczekać na ostateczną opinię chirurga, który miał ewentualnie usunąć oko. A tu miła niespodzianka - chirurg uznał, że jest szansa na uratowanie oka, zapisał masę kropli, maści i Zazula została na kilka dni na obserwacji. Najprawdopodobniej potrącił ja samochód, za gałką oka krył się potężny krwiak, a trzeba było jeszcze sprawdzić, czy nie ucierpiały kości czaszki i nie tylko czaszki.

Po tygodniu poprawa była tak ogromna, że nie ulegało wątpliwości, że decyzja o ratowaniu oka była słuszna. Przy okazji Zazula została ulubienicą personelu przychodni – pieszczotliwa ponad miarę, spokojna, cierpliwa. I jeszcze raz pieszczotliwa!

Wkrótce znalazł się dla niej dom, prawdziwy, z towarzyszką – też burą i też po przejściach. Prawdziwy happy end!

Dziękujemy tym, którzy są wrażliwi na cierpienie zwierząt i starają się im pomóc, dziękujemy panu Kurskiemu za to, że zminimalizował koszty leczenia tylko do leków i wykonanych testów, nie obciążając nas kosztami za konsultacje i szpital! Dziękujemy wszystkim ludziom dobrej woli!


 
     
 

© 2001, prawa autorskie zastrzeżone
wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie możliwe wyłącznie za zgodą Webmastera